czwartek, 28 sierpnia 2025

Być sobą we współczesnym świecie – wyzwanie i dar

 


Bycie sobą w dzisiejszych czasach bywa trudniejsze niż kiedykolwiek. Świat wokół nas pędzi, pokazując wzorce: idealne ciała, perfekcyjne kariery, nieskazitelne życie w social mediach. W tym huku porównań łatwo zapomnieć, kim naprawdę jesteśmy.




A przecież bycie sobą to nie luksus ani kaprys – to akt odwagi. Codzienne wybory: mówić „tak” temu, co czujemy, i „nie” temu, co nas nie definiuje. Patrzeć w lustro i akceptować siebie z wadami, śladami doświadczeń i własnym rytmem.

Nie jest to droga łatwa. Spotykamy krytykę, niezrozumienie, czasem sami wątpimy, czy nasze wybory mają sens. Ale każdy moment, w którym pozostajemy wierni sobie, jest małym zwycięstwem. To wtedy czujemy prawdziwą wolność i radość – niewymuszoną, prawdziwą, naszą. 

Być sobą nie oznacza rezygnacji z rozwoju ani wycofania się z życia. Wręcz przeciwnie – to fundament, na którym budujemy autentyczne relacje, pasje i szczęście. W świecie pełnym oczekiwań i wzorców, bycie sobą to najcenniejszy prezent, jaki możemy sobie dać.

I choć trudne, to jedyna droga, która naprawdę prowadzi do spełnienia.

Od wielu lat trenuję bycie sobą, to trudna droga, przy ocenach z zewnątrz. Od 2 lat nie farbuję włosów, mam siwe w 100%, to była trudna decyzja, decyzja wymagająca można powiedzieć odwagi i samozaparcia. Teraz spotykam się z różnymi reakcjami od bardzo, bardzo pozytywnych do trudnych do zaakceptowania. Takie jest życie, nie wszystko musie się wszystkim podobać, każdy ma do tego prawo. Ja czuję się teraz wolna, tak naprawdę wolna, nie mam przymusu pójścia do fryzjera, wstydu z powodu odrostów, taka wolność wewnętrzna. 

Bycie sobą to nie egoizm ani wymówka w stylu: „robię, co chcę”.

To troska o siebie, o swoje przekonania i życie w zgodzie z tym, kim naprawdę jesteśmy – a nie z tym, co dyktują trendy czy oczekiwania innych.


A czym dla Ciebie jest bycie sobą – troską o siebie czy walką z oczekiwaniami świata?

Czy zdarzyło Ci się, że Twoja autentyczność była mylona z egoizmem?

Gdzie według Ciebie kończy się „bycie sobą”, a zaczyna brak szacunku do innych?

 Jak Ty dbasz o to, żeby pozostać sobą, nie podążając ślepo za trendami?

Dla mnie to troska o siebie, o podążanie za swoimi przekonaniami, za tym, o czym marzę i czego pragnę – a nie za tym, co akurat podsuwa moda czy oczekiwania innych. Może jest w tym ziarno egoizmu, ale czy mamy całe życie tylko się dopasowywać? 


Jeśli Ci się spodobało to co czytasz i masz ochotę mnie wesprzeć, to będzie mi bardzo miło gdy postawisz mi wirtualną kawę…

poniedziałek, 25 sierpnia 2025

Moje krakowskie wędrówki – jeszcze nie koniec odkrywania

 


Już wcześniej pisałam, że lubię zwiedzać miejscowości dokładnie – detalicznie, nie omijać nic, co może mnie zainteresować. Problem w tym, że w wielu miejscach powstają nowe atrakcje: odrestaurowany zabytek, nowa wystawa, muzeum itp. Wydawało mi się, że Warszawę zwiedziłam już dokładnie, a tu – ciach – kolejne miejsca do zobaczenia. Obecnie zwiedzam na „raty” Kraków. Byłam tam już wielokrotnie i nadal nie mogę uznać, że zobaczyłam wszystko, co chciałam. A co dokładnie chciałam – zaraz postaram się Wam opowiedzieć.

W czasie moich podróży do Krakowa jakoś tak się złożyło, że omijałam Krakowski Kazimierz. Naprawdę nie mam pojęcia, jak to się stało, że tam nie zawitałam. A kiedy w końcu tam trafiłam – poszłam do restauracji greckiej i nagle znalazłam się w centrum Kazimierza. W tym roku zaplanowałam jego zwiedzanie już na poważnie i dokładnie się przygotowałam: zrobiłam plan z opisem miejsc i ciekawostek (tak oszczędzam na przewodniku – czasem przysłuchuję się, jak przewodnik oprowadza wycieczkę, a nieraz nawet zadam pytanie, którego nikt z grupy nie zadaje). Bardzo spodobał mi się ten klimat, historie, ludzie, których napotkałam, i rozmowy z osobami obsługującymi dany obiekt. Naprawdę wiele z tych osób jest tak znudzonych siedzeniem, że chętnie opowiadają jak profesjonalny przewodnik – często z niesamowitą pasją.


Kolejna wycieczka to wyprawa z córką. Miałyśmy, jak zawsze, dokładny plan, opisy, wykupione wejściówki, hotel – wszystko zapięte na ostatni guzik. Plan był taki: Wieliczka, Muzeum Wódki, Fabryka Schindlera, wycieczka „Straszny Kraków” z przewodnikiem, koncert naszej znajomej w knajpeczce na Starym Mieście. Poza tym spacery, kolacje w restauracjach, zakupy w greckim sklepie i odpoczynek.

Nie będę Wam opisywać faktów, które można znaleźć w Internecie o danych miejscach – napiszę tylko moje wrażenia.

Wieliczka – odwiedziłam ją trzykrotnie. Raz z wycieczką, drugi raz w ramach wyjazdu integracyjnego (zwiedzanie i zabawa do białego rana w kopalni), a trzeci raz z córką. Podczas dwóch pierwszych wizyt zjazd i wyjazd odbywał się windą, taką jaką jeździli górnicy. Ostatnim razem było bardziej luksusowo: zejście schodami, a wyjazd nowoczesną, oświetloną windą. Dla mnie przez to trochę straciła urok cała wyprawa. Ogólnie jednak za każdym razem robi na mnie ogromne wrażenie – nie potrafię przejść tej trasy obojętnie, bez zachwytu i szacunku dla ludzkiej pracy i kreatywności.

Muzeum Wódki – wybrałam niechętnie, bez żadnych degustacji. Córka była ciekawa, więc pojechałyśmy. Efekt końcowy? Ja – pod dużym wrażeniem, córka – średnio. Pełna historia destylacji, wyboru produktów, dzieje Polmosu Kraków – mnie się podobało, naprawdę polecam.


Fabryka Schindlera
– to było dla mnie mocne przeżycie. Jestem osobą wysoko empatyczną i wrażliwą, bardzo szybko wchodzę emocjonalnie w przeżycia drugiego człowieka (niestety łatwo mnie zranić i trudno potem wyrzucić ten ból). Tak właśnie było w tym miejscu. Wiele emocji poruszyło również moją dwudziestoletnią wówczas córkę. Dla mnie zupełnie niezrozumiały jest powód prześladowań i takiej pomysłowości w dręczeniu drugiego człowieka. Jak napisała Zofia Nałkowska w Medalionach: „Człowiek człowiekowi zgotował ten los”. Dziś też wielu ludzi – bez większej refleksji i świadomości konsekwencji – rzuca różne komentarze, robi podłe rzeczy, gubi granicę między fikcją a prawdziwym życiem. Ale wszystko to jest kroplą wobec okrucieństwa, jakie zadano innym. Dlaczego? Nie wiem. Do dziś nie potrafię zrozumieć, skąd się bierze antysemityzm.


Zwiedzanie z przewodnikiem „Straszny Kraków”
– polecam z całego serca. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę i znajdziecie takie wycieczki. Nas było pięcioro plus przewodniczka: para z córką i my dwie. Przewodniczka świetna, oprowadziła nas po zakamarkach Starego Miasta, opowiadała niesamowite historie – np. o kanibalu oficerze SS, o średniowiecznych sposobach na śmierć kliniczną, o Dominikanach i Esterce. Moja córka, która nie cierpi historii, słuchała z ogromnym zainteresowaniem i sporo z tego pamięta do dziś, mimo że minęło już półtora roku.

Krakowski Kazimierz – próbowaliśmy zwiedzać z przewodnikiem, ale akurat w czasie, gdy byliśmy w Krakowie, wycieczki w języku polskim się nie odbywały. Została więc wersja budżetowa – nasze własne, prywatne oprowadzanie. Na cmentarzu spotkaliśmy pięknie ubranych ortodoksyjnych Żydów. Był ogromny upał, a oni – kobieta i mężczyzna – byli szczelnie odziani. Podziwiam ich konsekwencję. Ogólnie na Kazimierzu czułam bardzo wiele emocji – to miejsce przesycone historią, mury pamiętają niejedno. Trafiliśmy też na festiwal muzyki klezmerskiej – dodatkowy bonus. Przyjemnie było przysiąść na kawę i poczuć klimat tego miejsca.



Rynek Podziemny – bardzo ciekawe, interaktywne miejsce. Odwiedziłam je z mężem i bawiliśmy się świetnie. Polecam każdemu, od 5. roku życia wzwyż. Sporo historii miasta przedstawionej w atrakcyjny sposób.

Wawel – no, jak można być w Krakowie i nie zawitać na Wawel? Historia tego miejsca jest fascynująca. Polecam poczytać albo obejrzeć na kanale Kamila Janickiego, który napisał też książkę o Wawelu. Ja za każdym razem wybieram inną trasę i każda ma w sobie coś wyjątkowego.

Ogród Doświadczeń – byliśmy kilka lat temu. Świetne miejsce na odpoczynek z dziećmi w przerwie między zwiedzaniem.

Smocza Jama – moje dzieci były już chyba za duże na tę atrakcję. Nie spodobało im się, a sam smok trochę rozczarował.

Oczywiście odwiedziliśmy też standardowe punkty, które po prostu trzeba zobaczyć: Bazylikę Mariacką i Wieżę Ratuszową.

Byliśmy także w kawiarni w klimacie Harrego Pottera – pomysł córki, fanki tej serii. Ja osobiście nie polecam, słaba obsługa i oferta taka sobie. Szału nie ma, jak to się mówi.

Odwiedziliśmy też Kopiec, Okno Papieskie, Stare Miasto – ale co tu dużo pisać, o oknie trudno się rozpisywać, a Stare Miasto samo się broni. Warto jednak szukać ciekawostek, jak np. replika sztyletu do obcinania uszu złodziejom.

Kraków jest dla mnie wciąż miastem do odkrycia. Na liście mam jeszcze kilka miejsc do zobaczenia. W tym roku nie udało się odwiedzić Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, choć było w planach.

A Was co zachwyciło w Krakowie? I ciekawi mnie – czy Krakusi lubią swoje miasto?

Jeśli Ci się spodobało to co czytasz i masz ochotę mnie wesprzeć, to będzie mi bardzo miło gdy postawisz mi wirtualną kawę…

piątek, 22 sierpnia 2025

Nie świry, nie słabi – tylko ludzie szukający spokoju

 


Dużo ostatnio czytam o psychoterapii, o rozwoju osobistym, o różnych formach rozwoju mentalnego. O leczeniu traum z dzieciństwa, o układaniu przeszłości. Równie często spotykam się z wyśmiewaniem takich osób: że „psychola z siebie robią i nabijają kieszenie naiwniaki psychologom”, że „za słabo w tyłek dostali od starych i teraz wydziwiają”, „doszukują się intuicji, trzeciego oka, medytują głupole, myśląc, że w zwariowanym świecie znajdą spokój” itd. Tekstów jest dużo, dużo, dużo więcej, a to, co napisałam, to wersja lekka.




Moja nieżyjąca już teściowa po śmierci męża stwierdziła, że żałuje, iż nie chodziła po latach małżeństwa na terapię, bo wiele miała do przepracowania — żyła w związku z tyranem emocjonalnym. Sama przyznała, że wiele tych emocji przekazała swoim dzieciom. Wniosek zatem jest prosty — gdyby ona chodziła na terapię, to jej synowie nie mieliby tak dużych obciążeń.

Ja wychowałam się w trudnej rodzinie: tato był alkoholikiem i domowym złodziejem, mama nie radziła sobie z tym, więc uciekała w silne leki uspokajające. Po śmierci mamy poszłam na terapię, bo poczułam, że czas uporządkować swoje emocje; gdy mój brat rok później popełnił samobójstwo, już byłam w terapii. Przerwałam ją w chwili wypadku męża i to był błąd, bo nie zauważyłam, kiedy pojawił się u mnie PTSD. Gdybym nie wróciła na terapię, nie wiem, jak by było dziś. W zeszłym roku zamieszkał z nami mój tato z alzheimerem. Mamy 28-letniego syna, niepełnosprawnego — autyzm, głęboki niedosłuch, niepełnosprawność intelektualna w stopniu umiarkowanym. Nie przewidzieliśmy, że pojawienie się dziadka w takim stanie u nas w domu tak mocno zakłóci spokój naszego syna. Młody przestał spać, pilnował młodszej siostry, bo dziadek krążył w nocy po domu i psocił. 

Naprawdę z takim obciążeniem ciężko sobie poradzić samemu, nawet przy ogromie wsparcia ze strony najbliższych. Wiele osób nosi traumy całe życie, czuje się nieszczęśliwie, często brakuje im motywacji i celu. Wiele osób nie jest w stanie stworzyć satysfakcjonujących związków, odnaleźć się w odpowiednim zawodzie.

Mój tato, gdy jeździłam z nim do psychiatry, krzyczał na mnie, że chcę zrobić z niego głupka. Niestety współcześnie wiele osób, ma taką opinię, że z terapii korzystają tylko „świry”.

Medytacja to dobry sposób na wyciszenie, na zatrzymanie się - u wielu osób redukuje lęk i stres, pomaga w walce z bezsennością, ułatwia zasypianie i poprawia głębokość snu, może być skutecznym narzędziem w łagodzeniu objawów depresji, może obniżać ciśnienie krwi, tętno i poziom kortyzolu, a także wpływać na lepsze trawienie. Jak dla mnie sporo plusów — a czemu ją wyśmiewać?

Owszem, obecnie zapanowała moda na warsztaty rozwojowe i niektóre są zwykłym wyłudzaniem pieniędzy, dlatego — jak ze wszystkim — trzeba zachować czujność. Wybrać osobę, która ma odpowiednie kwalifikacje; ja sprawdzałam opinie na ZnanymLekarzu o psycholożce, do której się udałam. Jeśli wybieram warsztaty, to również sprawdzam opinie, kwalifikacje prowadzących, bo wielu jest takich samozwańczych „specjalistów” po przeczytaniu kilku książek.

Ale nie można jedną miarą określić wszystkich. Jeśli masz problemy, udaj się najlepiej do poleconego przez kogoś terapeuty albo poszukaj, ale dokładnie sprawdzając. Pamiętajcie, że czasem jakoś nie podpasuje nam dany terapeuta, więc nie skreślajcie całkiem terapii — tylko poszukajcie kogoś innego.

 Piszę o tym, choć nie jest to dla mnie łatwe. Dzielę się swoją historią, bo wierzę, że może komuś dodać odwagi. Proszę, uszanujcie moją szczerość i to, że się odsłoniłam.


Jeśli Ci się spodobało to co czytasz i masz ochotę mnie wesprzeć, to będzie mi bardzo miło gdy postawisz mi wirtualną kawę…